Dzień 40 – Bardzo szybka i szczęśliwa naprawa Ogórka!

Przejechanych km : 8485

Artur rano obudził się wcześniej i zadzwonił do punktu z używanymi częściami. Miał kontaktować się z Panem Krzysztofem. Polski mechanik, który przekazał nam namiary poinformował nas o tym, że cena również może być dla nas nieosiągalna. Telefon odebrał Norweg i powiedział, że nasz rodak jest na wakacjach. Zrezygnowaliśmy z szukaniem tam alternatora. Rozpaliliśmy ognisko i zaczęliśmy dumać jak naprawić usterkę.

Doszliśmy do wniosku, że musimy rozkręcić cały alternator, pozbyć się zmiażdżonych kulek w łożysku i mieć nadzieję, że taki patent zadziała. Nie mieliśmy narzędzi, więc zadzwoniliśmy do polskiego mechanika z pytaniem czy moglibyśmy przyjść do warsztatu i pożyczyć jeden niezbędny klucz. Zgodził się i poinformował, że na obrzeżach miasta znajduje się firma, która posiada bardzo dużo części zamiennych – m.in. łożyska.

Zebraliśmy ze sobą zepsuty alternator i poszliśmy do miasta. Mechanik pomógł nam odkręcić śrubę i poszliśmy dalej. Zakład z częściami znajdował się poza miastem i mieliśmy do przejścia ponad 6km. Gdy doszliśmy na miejsce, pokazaliśmy jakie łożysko potrzebujemy i pracownik zaczął mierzyć czy taką część posiada na składzie. Polski mechanik uprzedził nas, że jeśli będą mieli dokładnie taki sam element to można to będzie porównać z trafieniem szóstki w Lotka.

Najpierw jeden mechanik mierzył, później przyszło jeszcze dwóch i powiedzieli nam, że nie mają na składzie takiego łożyska. Polecili nam jeszcze jedno miejsce, gdzie naprawiają Volkswageny. Dogadaliśmy się, że nie jest to ASO, ale gdy doszliśmy na miejsce okazało się, że jest to salon tej marki. Obstawialiśmy, że nie będą mogli nam pomóc. Weszliśmy do salonu i pokazaliśmy czego potrzebujemy. Na początku pracownik wystawił nam cenę 1400 koron (700 zł), ale po chwili zauważył, że nie tą część szukał w bazie. Po kolejnym sprawdzeniu powiedział nam, że nie ma niczego i nie wie kiedy może przyjść dostawa.

Poprosiliśmy jeszcze, by pracownik poszukał jakiegoś zepsutego alternatora. Planowaliśmy wyjąć z niego dobre łożysko i wstawić zamiast naszego. Gdy czekaliśmy w poczekalni, pracownik przyniósł nam cały, używany alternator. Adrian ocenił go i powiedział, że powinien pasować do naszego Ogórka. Najlepsze w tym wszystkim było to, że zapłaciliśmy za niego… 200 koron (100 zł). Wróciliśmy do Ogórka i zamontowaliśmy nasz nowy alternator. Nie pasował idealnie, ale po małych poprawkach (m.in. przez dodanie własnoręcznie zrobionego drewnianego klina) zaczął poprawnie pracować i mogliśmy jechać dalej. Podziękowaliśmy za pomoc Norwegom Hallvorovi i Kirsten i pojechaliśmy w kierunku Preikestolen. Zatrzymaliśmy się 40km od celu czekając na poranną przeprawę promową.

You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 feed.Responses are currently closed, but you can trackback from your own site.

Comments are closed.