Dzień 37-39 – Język Trolla, język lodowca, Bergen i kolejna awaria

Na Języku Trolla

Na Języku Trolla

Przejechanych km: 8340

Dzień 37

Szczyt Dalsnibby mogliśmy opuścić dopiero po 9, gdyż bramka wyjazdowa była zamknięta. Poranny widok był jeszcze lepszy. Śniegiem pokryte były sąsiednie góry, a na niebie pojawiło się słońce. Zebraliśmy się i pojechaliśmy w kierunku popularnego języka lodowca.

Gdy znaleźliśmy się na miejscu, zaparkowaliśmy auto i poszliśmy wyznaczonym szlakiem. Droga w stronę lodowca nie była wymagająca i prowadziła wzdłuż bardzo ładnego, rwącego strumyka. Mijaliśmy go raz z lewej, raz z prawej strony. Woda, która płynęła w nim składała się głównie z topniejącego lodowca. Gdy doszliśmy na miejsce to naszym oczom ukazał się wspaniały jęzor. Żaden z nas nigdy wcześniej nie widział lodowca i zobaczenie go było jednym z najważniejszych punktów wyprawy. Szkoda tylko, że nie mogliśmy go dotknąć.

Byliśmy tam w sumie ponad trzy godziny i ruszyliśmy dalej. Kolejnym celem było Bergen. Mogliśmy tam dojechać krótszą drogą lub dłuższą prowadzącą przez najdłuższy tunel Norwegii. Wybraliśmy drugą opcję. Przepłynęliśmy promem, by dostać się do niego i przejechaliśmy przez niego. Jego długość wynosi około 24 km i nie jest wart nakładania drogi, gdyż w żaden sposób nie jest wyjątkowy. Po przejechaniu go okazało się, że kolejny tunel jest nieprzejezdny. Dzień wcześniej zapalił się szwedzki autokar i policja przepuszczała tylko tiry oraz puste autobusy. Dla nas oznaczało tyle, że musieliśmy szukać objazdu.

Znajdowaliśmy się w mieście Flam i usłyszeliśmy, że możemy przepłynąć promem i ominąć nieszczęsny tunel. Dojechaliśmy do portu, ale cena nas powaliła, gdyż musielibyśmy zapłacić ponad 1000 koron. Obok znajdował się przystanek autokarowy. Przechodząc usłyszeliśmy polskie głosy. Podeszliśmy do kierowców autokarów i razem z nimi rozważaliśmy o najlepszym objeździe. Zdecydowaliśmy zrobić dodatkowo 150km i przejechać płatnym mostem. Dodatkowo wybierając ten wariant musieliśmy się pospieszyć, gdyż droga akurat była w remoncie. Prace naprawcze prowadzone były w nocy od 20 do 6. My dojechaliśmy na miejsce parę minut po dwudziestej i najprawdopodobniej wjechaliśmy na trasę w ostatniej chwili, ostatnim zielonym świetle. Dalej droga prowadziła przez góry i zmienialiśmy się za kierownicą. Marcin do Bergen dojechał około trzeciej.

Dzień 38

Zaparkowaliśmy pod Ikeą i gdy szliśmy spać nikogo na parkingu nie było, lecz po obudzeniu otaczało nas mnóstwo samochodów. Chcieliśmy skorzystać z okazji i naładować baterie do laptopa oraz aparatu. Nigdzie przy restauracji nie mogliśmy znaleźć kontaktu, więc weszliśmy do sklepu i szukaliśmy przytulnego, nierzucającego się w oczy pokoiku – najlepiej z biurkiem. Gdy już znaleźliśmy nasze wymarzone miejsce okazało się, że nie mogliśmy podłączyć naszej wtyczki. Cały misterny plan nie wypalił i udaliśmy się Ogórkiem w kierunku centrum.

Zaparkowaliśmy nasze auto i poszliśmy do Bryggen. Są to ładne domki handlowe wpisane nawet na listę UNESCO. Obok znajdował się targ rybny. Spróbowaliśmy tam salami z łosia, renifera, wieloryba oraz dżem z norweskiej maliny – moroszki. Mięsa były słone i nie czuliśmy specjalnie jakiegoś wyjątkowego smaku, a dżem z moroszki nie różnił się od tego zrobionego z maliny, gdyż był bardzo słodki. To co go wyróżniało to pomarańczowy kolor. Na targu można było spróbować jeszcze mięsa kraba czy wielu rodzajów ryb lub kawioru. Przed wyprawą przeczytaliśmy o tym, że można tutaj kupić hot dogi z mięsem ryb lub renifera. Cena takiej kanapki wynosi ok 60 koron. Karol z Arturem zdecydowali się kupić po jednym. Smakowało im, a ponadto do wyboru były jeszcze hot dogi z mięsa owcy. Po wyjeździe z miasta kierowaliśmy się w stronę Języka Trolla. Po drodze pojechaliśmy jeszcze pod wodospad, który charakteryzował się dość sporym spadkiem wody.

Do Trolltungi dotarliśmy ok. 19. Szlak prowadzący do atrakcji wskazywał na bardzo długi marsz. Znaki informowały o 10-cio godzinnej wyprawie. Z oczywistych powodów nie ruszyliśmy tego dnia i zaczęliśmy przygotowywać obiad. Pech nas nie opuszczał, gdyż skończył nam się gaz w butli. Mając dużo czasu, zrobiliśmy ognisko i w nim przygotowaliśmy nasz posiłek. Podszedł do nas Brytyjczyk, który opowiedział nam o tym, że przy Języku Trolla czasami jest nawet godzinna kolejka, by zrobić sobie zdjęcie. Zdecydowaliśmy się wcześniej pójść spać, aby ruszyć z samego rana.

Dzień 39

Wstaliśmy o 6 i po godzinnym zbieraniu się do drogi ruszyliśmy w stronę szlaku. Na filmikach widzieliśmy, że ludzie wspinają się po starych torach kolejki. Ponadto usłyszeliśmy, że rok temu można było wspinać się w ten sposób.Tego lata ta trasa była zamknięta i dodatkowo prowadzona była przez nią droga do góry, która spowodowała, że część starego torowiska była usunięta. My mimo zakazu postanowiliśmy przejść przez barierki i ruszyć tą drogą. Szło się ciężko, ale z jednym postojem po drodze weszliśmy na górę. Przed nami było jeszcze około 9km marszu, a sam szlak ma długość 11km.

Kolejne 2km również były cięższe, ale po pokonaniu wzniesienia teren zrobił się bardziej płaski. Szlak był dobrze oznaczony, pełny wspaniałych widoków i co ciekawe nieraz trasa prowadziła przez pozostałości śniegu. My do celu doszliśmy po 4 godzinach i ustaliliśmy się w kolejce na zdjęcia. Czekając, myśleliśmy nad naszymi pozami i byliśmy nawet świadkami dwóch oświadczyn! Widok z Języka Trolla był wspaniały i pełen pozytywnych emocji. Na atrakcję wchodzi się na własne ryzyko, nie ma żadnych barierek, ale nie odnotowano jeszcze żadnego przykrego przypadku.

My spędziliśmy tam godzinę i zaczęliśmy wracać. Postanowiliśmy, że droga powrotna będzie wiodła przez szlak. Wracaliśmy 3 godziny, a odcinek, który ominęliśmy przy wspinaczce był najgorszy. Wróciliśmy do Ogórka i pojechaliśmy w stronę kolejnego lodowca. Po drodze zaczęły się pojawiać jakieś problemy z ładowaniem akumulatora. Dojechaliśmy na parking przy lodowcu i rozkręciliśmy alternator. Okazało się, że jedna śrubka się odkręciła i obstawialiśmy, że to jest przyczyną usterki. Stojąc na parkingu dowiedzieliśmy się, że lodowiec, którego widzieliśmy z daleka można było kiedyś dotknąć, lecz nie jest to teraz możliwe, gdyż ostatni most się zapadł. Byliśmy po ponad 20km marszu i postanowiliśmy, że odpuścimy sobie tym razem. Pozbieraliśmy się i pojechaliśmy dalej. Ładowanie akumulatora nie działało dalej jak powinno i oszczędzając energię na światła jechaliśmy na czuja bez nawigacji. Wjechaliśmy do małej miejscowości, na końcu której przywitał nas znak o ślepej uliczce. Gdy chcieliśmy zawracać usłyszeliśmy pisk od paska, a po chwili pojawił się dym.

Jeszcze raz wyjęliśmy rzeczy i dobraliśmy się do alternatora. Nie mogliśmy odkręcić dwóch śrub i zdecydowaliśmy się pójść do domku obok z prośbą o pożyczenie niezbędnego klucza. Otworzyła nam Pani koło czterdziestki, dobrze rozmawiała po angielsku i chwilę później jej mąż przyniósł nam potrzebne narzędzie. Po odkręceniu blokujących śrub okazało się, że rozwaliło nam się łożysko w alternatorze. Wiedzieliśmy jedno, że w Polsce bez problemu dostalibyśmy tą część, ale tutaj w Norwegii mało kto zaprząta sobie głowę drobnymi częściami i wymienia od razu cały niedziałający element.

Chwilę po tym Norweg wyszedł do nas i poprosił o zwrot klucza w wyznaczone przez jego miejsce. Zapytał nas o usterkę i poinformował, że jego żona będzie za godzinę jechać do miasta to mogłaby wziąć jednego z nas. Nie mając żadnego innego wyjścia spakowaliśmy zepsuty alternator i Artur pojechał wraz z Norweżką. Pojechali do warsztatu, a tam skontaktowaliśmy się z polskim mechanikiem. Przyjechał i poinformował, że jest w stanie zamówić nowy alternator, ale cena dla nas była nieosiągalna. Widełki jakie podał zaczynały się od 2500 koron (1250 zł) do 5000 koron. Podał jeszcze numer do innego Polaka, który pracował w punkcie z częściami używanymi. Było to jedyne wyjście, aby kupić sprawny alternator. Mieliśmy czekać do rana, aby móc skontaktować się z rodakiem.

Poranek na szczycie Dalsnibby

Poranek na szczycie Dalsnibby

Wzbudzamy zainteresowanie

Wzbudzamy zainteresowanie

Język lodowca

Język lodowca

Rondo w tunelu przed Bergen

Rondo w tunelu przed Bergen

Bryggen w Bergen

Bryggen w Bergen

Hot dogi z renifera

Hot dogi z renifera

Skrót na Trolltungę

Skrót na Trolltungę

Oświadczyny na Trolltundze

Oświadczyny na Trolltundze

Na Języku Trolla

Na Języku Trolla

You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 feed.Responses are currently closed, but you can trackback from your own site.

Comments are closed.