Dzień 34 – Szczyty Siedmiu Sióstr

Weszliśmy na Grytfoten!

Weszliśmy na Grytfoten!

Przejechanych km: 6480

Do Siedmiu Sióstr mieliśmy jeszcze 100 km do przejechania. Szybko zebraliśmy się do dalszej drogi. Przejeżdżaliśmy przez tunel o długości 11km (najdłuższy na razie na tej wyprawie) i nagle zaczęło coś stukać. Okazało się, że pękła rura wydechowa. Do celu mieliśmy już niewiele kilometrów i z warkotem traktora dojechaliśmy na parking pod szczyty. Popatrzyliśmy pod Ogórkiem na usterkę, ale zdecydowaliśmy się na naprawę dopiero, gdy wrócimy z wspinaczki.

Z parkingu prowadziły dwa szlaki. Były podobnej długości zarówno czasowo jak i dystansowo. My zdecydowaliśmy się zdobyć Grytfoten. Spakowaliśmy wodę, prowiant i ruszyliśmy w drogę. Mieliśmy do pokonania prawie tysiąc metrów w górę. Szlak początkowo prowadził przez płaski, trochę bagnisty teren. Potem zaczęła się prawdziwa wspinaczka. Szlak oznaczony był jako czarny, a niektóre skalne stopnie wymagały od nas sporo gimnastyki i uwagi.

Robiliśmy postoje co kilkadziesiąt minut i po ponad trzech godzinach byliśmy na szczycie. Widok na pobliskie miasteczko Sandnessjoen, jak i na resztę szczytów był niesamowity. Mieliśmy przyjemność podziwiać krajobraz z innej, dużo wyższej perspektywy. Odpoczywaliśmy i gapiliśmy się na pobliskie wyspy, fiord i drogę, którą szliśmy. Było gorąco i dziwiliśmy jak w taką pogodę mógł utrzymać się do tego czasu śnieg. Jak szliśmy w górę, niektóre pozostałości białego puchu miały ponad metr grubości!

Na każdym ze szczytów Siedmiu Sióstr znajduje się beczka, w której ukryty jest zeszyt. Wpisując się do niego potwierdzamy, że zdobyliśmy daną górę. Można otrzymać specjalny certyfikat. Dostaje się go w przypadku, gdy zdobędziemy każdy ze szczytów. Zaczęliśmy schodzić. Czasami jest to bardziej niebezpieczne od wchodzenia na górę. Każdy z nas wrócił z drobnymi zadrapaniami i większym lub mniejszym bólem głowy. Mieliśmy ochronę przed słońcem, ale po powrocie do Ogórka długo odpoczywaliśmy. Po obiedzie zabraliśmy się za naprawę tłumika. Paweł wpadł na pomysł, żeby wykorzystać puszkę po konserwie. Wycieli denko z Adrianem, a resztę owinęli wokół rury i przymocowali drutem. Wyglądało to śmiesznie, ale ważne, że działało. Po wyjeździe kierowaliśmy się w stronę Trondheim. Za kierownicą jeszcze nigdy wcześniej tak często się nie zmieniliśmy jak tego dnia.

Naprawy, naprawy...

Naprawy, naprawy…

Siedem Sióstr

Siedem Sióstr

You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 feed.Responses are currently closed, but you can trackback from your own site.

Comments are closed.