Dzień 3 – Ryga

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Z Łotyszem Jankiem

Dzień 3

Przejechanych km:  1305

Plany zmieniliśmy. Rozbiliśmy się nad rzeką niedaleko Rygi. Na szczęście nie wiało tak jak na Litwie. Wjechaliśmy pod zakaz, rozłożyliśmy się na plaży w otoczeniu drzew. Przechodzący obok nas Łotysze nie robili o to problemów, a co niektórzy witali się z nami.

Rano po porannym pływaniu w Lelupie podszedł do nas jeden z Łotyszy. Miał na imię Janek. Gdy się z nami żegnał to pies, z którym przyszedł nie chciał opuścić naszego obozowiska i wracał do nas. Poopowiadał nam o okolicy, Rydze i o kraju.

Po śniadaniu ruszyliśmy zwiedzać Rygę. Gdy wjechaliśmy do centrum naszą uwagę zwróciły dwa bardzo podobne do siebie mosty, budynek podobny do warszawskiego Pałacu Kultury i Nauki oraz konstrukcję przypominającą wieżę Eiffla. Zaparkowaliśmy i ruszyliśmy na stare miasto. Było bardzo pochmurno, więc wiedzieliśmy, że jak zacznie kropić to musimy szukać schronienia. Doszliśmy pod łotewski senat. Podsłuchując lokalnego przewodnika dowiedzieliśmy się, że 70% urzędujących polityków to starzy komuniści. Spowodowane jest to tym, że głosy nie są oddawane na kandydata, a na partię.

Przechodząc kolejnymi uliczkami starówki zaczęło lać. Schroniliśmy się w pizzerii. Rozpoczęła się ogromna ulewa. Każdy z nas zamówił sobie po pizzy i czekaliśmy na koniec burzy. Nie polecamy tych placków. Dopadła nas później “mała” niestrawność.

Gdy się trochę wypogodziło udaliśmy się w kierunku budynku podobnego do warszawskiego PKiN. Dla nas ten budynek wygląda dużo gorzej niż ten w stolicy. W Rydze zobaczyliśmy wiele bardzo ładnych kościołów, klucz do miasta czy wieżę, która kiedyś była najwyższa na świecie.

Wróciliśmy do Ogórka. Tam czekała na nas bardzo miła niespodzianka. Ktoś zostawił na przedniej szybie naszego busa karteczkę z napisem “Lubimy to”. Pozdrawiamy autorów! 🙂

Po wyjeździe z Rygi kierowaliśmy się na kolejną stolicę – Tallin. Po drodze natrafiliśmy na niesamowicie długi korek. Na początku nie wiedzieliśmy czym on jest spowodowany. Obstawialiśmy wypadek. Jechaliśmy ze ślimaczym tempem. Po drodze zaprosiliśmy jednego Litwina. Miał na imię Justinus. Opowiedział nam, że korek spowodowany jest festiwalem, który nazywał się Positivus. Porównać go możemy do polskiego Woodstocka. Jechał z nami prawie godzinie. Rozmawialiśmy z nim o wszystkim – o Polsce, o Litwie, o Łotwie i o dziwo o Estonii też. Polecał nam bardzo zobaczyć Tallin.

Gdy wyjechaliśmy z festiwalowego miasta zaczęliśmy szukać stacji benzynowej. W Estonii jest bardzo tanie paliwo. Nam udało się kupić za 1,01 euro za litr. Noc spędziliśmy na fasolowym polu.

Nasze obozowisko

Nasze obozowisko

Wielki korek na Positivus

Wielki korek na Positivus

Ryga

Ryga

 

Pizza party

Pizza party

My też to lubimy

My też to lubimy

 

Więcej zdjęć tradycyjnie w GALERII

You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 feed.Responses are currently closed, but you can trackback from your own site.

Comments are closed.