Dzień 15 – Picasso i Corrida w Maladze

Dzień 15

Przejechanych km: 4510

Dzień zaczęliśmy od porządków. Musieliśmy umyć naczynia, napełnić zbiorniki na wodę, naładować baterię do aparatu i przygotować sobie śniadanie. Po całej tej krzątaninie, ruszyliśmy w stronę centrum. Po zaparkowaniu Ogórka, usłyszeliśmy serdeczne “Viva Polonia!”. Przywitał się z nami Niemiec, który mieszka w Maladze. Zapytaliśmy się go o kierunek do Muzeum Picassa, a on zaproponował nam, że nas podprowadzi. Korzystając z okazji, wypytywaliśmy go o zabytki oraz o tutejszą corridę. Okazało się, że zaczęło się święto Malagi, które ma trwać jeszcze przez kilka dni, a o corridzie powiedział nam, że ciężko jest dostać bilety. Każdy chce zobaczyć pokaz i zawsze arena wypełniona jest po brzegi.

Zgodnie z Jego wskazówkami, znaleźliśmy się w centrum miasta. Niektóre ulice były ozdobione papierowymi kwiatami wiszącymi nad naszymi głowami. Najpierw poszliśmy na zamek Alcazaba. Był on położony na wzgórzu. Oglądaliśmy z zamku panoramę miasta. Następnie udaliśmy się do Muzeum Picassa. Malarz urodził się w Maladze. Gdy weszliśmy do pierwszej sali, zobaczyliśmy pierwsze obrazy. Intrygowały nas i z zaciekawieniem sluchaliśmy, co opowiadał o nich audioprzewodnik. Niestety, nie zawsze dostrzegaliśmy sens tej sztuki i ciężko było zrozumieć motyw przewodni obrazu.

Po wyjściu z muzeum, kierowaliśmy się do La Malaguetta – areny torreadorów. Okazało się, że w ramach święta miasta, wejście było darmowe. Pokaz miał zacząć się o 19. Czekaliśmy na niego, z niecierpliwością, prawie dwie godziny. Wszystkie miejsca były zajęte. Na początku na arenę weszło 12 torreadorów z różowymi płachtami. Oglądaliśmy aż pięć walk z bykami. Przebieg walki wyglądał zawsze tak samo. Najpierw rozjuszony byk wleciał na arenę i biegł w stronę najbliższego torreadora. Gdy ten schował się za murek, zwierzę znalazło sobie kolejny cel do szarży. Po chwili, gdy byk był już trochę zmęczony, torreadorzy zaczęli swój taniec. Publiczność żywiołowo krzyczała “ole”, gdy byk mijał się z człowiekiem. Następnie, po charakterystycznym wstępie orkiestry, na arenę wjechał jeździec na koniu z włócznią w ręku. Miał na celu sprowokować byka, by ten ruszył na niego i ukłuć go ostrzem. Niekiedy byk podnosił jeźdźca razem z koniem, ale do upadku nie dochodziło. Kolejno dwóch torreadorów trzymało w rękach po dwa kijki, obklejone papierowymi płatkami i zakończone haczykami, wbijali je w ciało byka. na samym środku sceny pozostał już tylko jeden z nich trzymający czerwoną płachtę i zaczął swój taniec z bykiem. Gdy publiczność zaczęła domagać się zabicia byka, wykrzykiwała “Sshhh”. Torreador zmienił szpadę na ostrzejszą i wbijał ją w byka. Zwierzę najpierw upadło na kolana, i zaraz potem zdechło. Najgorsza była pierwsza walka. Torreadorka, która miała zabić byka, nie mogła trafić w jego czuły punkt i zwierzę całe we krwi biegało po arenie. Najlepszy był za to trzeci torreador, klękał przed bykiem, obracał go w taki sposób, że mijał się z nim na milimetry, nie tracąc ani przez chwilę kontroli nad tym co robi. Dostał owacje na stojąco gdy za pierwszym dźgnięciem, zadał śmiertelny cios bykowi.

Lekko zmieszani pokazem udaliśmy się do busa. Następnym razem raczej udamy się na bezkrwawą corridę.

IMG_0811

IMG_0848

IMG_0845

IMG_0841

 

You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 feed.Responses are currently closed, but you can trackback from your own site.

Comments are closed.